Fundacje

Różaland: Na szacunek kota trzeba sobie zasłużyć

O miłości do zwierząt, byciu kociarą i o tym, jak Szajba pokazała, co to naprawdę znaczy „kot” – opowiada Marta Kwiatkowska, założycielka Różalandu.

fot. Karolina Mazur

Stworzenie Różalandu było Waszym marzeniem?

Tak, to dom marzeń i pasji. Od dziecka kochałam zwierzęta – gdy mieszkałam z rodzicami, w jednym małym pokoju miałam świnki morskie, gołębia, psa i króliki. Marcinowi dobro zwierząt też nigdy nie było obojętne, a szczególną miłością darzy psy. Wspólna pasja i mój upór sprawiły, że powstało to miejsce, w którym pomagamy różnym zwierzętom. Mamy tu więc nie tylko psy i koty, ale i konie, kozy, świnie…

Jednak to ty byłaś odpowiedzialna za budowę, projekt, nadzór… Niesamowite! Jak poradziłaś z tak ogromnym zadaniem?

Mamy wokół siebie wielu ludzi, którzy pomagają nam przy różnych pracach, nie boją się zakasać rękawów i wziąć się nawet do ciężkiej roboty. Jednak faktycznie pomysł, koordynowanie budowy, dowożenie materiałów budowlanych, malowanie, to były moje zadania. W pierwotnej wersji, mieliśmy postawić tylko jedną stajnię – tę wyższą, która mieści pięć boksów. W miarę trwania budowy, z pięciu boksów, zrobiło się osiemnaście i stajni przybyło. Do tego część koni ma miejsca pod wiatami, mamy też przygotowane dla nich wybiegi. Nasz teren to ok. 6 hektarów, jednak nie możemy wykorzystać całej przestrzeni, bo mamy tu też część gęstego lasu. Idealnie byłoby mieć duży teren samych łąk – dużo łatwiej go zagospodarować. A w planach mamy ciągły rozwój.

Mówisz o sobie, że oprócz całkowitej miłości do koni, jesteś kociarą…

Od dziecka zbierałam wszystkie koty. Jako pięcioletnia dziewczynka przyniosłam kotkę do domu. Mam po niej bliznę na twarzy do tej pory (śmiech). Pierwszy kot, którego mogłabym nazwać naprawdę tylko moim – to był pers, którego mieliśmy sześć lat. Później, niestety, zachorował na nerki i odszedł. Myślę, że jest jakaś prawda w powiedzeniu, że kto miał persa nie miał naprawdę kota (śmiech). To niesłychanie spokojne mruczki, przytulasy i domatorzy.

fot. Karolina Mazur

Czy „prawdziwe” koty pojawiły się wraz z Różalandem?

Zaczęło się od Szajby, na którą trafiłam wracając pewnego dnia ze stajni. Zauważyłam mężczyznę z kotką w polu – nie mogłam się nie zatrzymać. Człowiek od razu podszedł do mnie i powiedział: „Chcesz kota? Jeśli nie, ja ją tu zostawię, nie chcę jej”. Wiedziałam, że taki mały kociak, zostawiony na pastwę losu, nie ma szans na przeżycie. Nie mogłam postąpić inaczej – zabrałam kotkę do domu. I to ona pokazała mi co to znaczy kot (śmiech). Skakanie po meblach i firankach, kradzieże jedzenia. Od niej się zaczęło… To było cztery lata temu. Od tamtej pory w naszym domu zamieszkało 14 potrzebujących mruczków. 

fot. Karolina Mazur

Co Cię w kotach fascynuje?

Kot jest zwierzęciem, które chodzi własnymi ścieżkami. Wybiera sobie „swojego” człowieka. Na szacunek kota trzeba sobie zasłużyć.

Czy któryś z tych 14 żyjących u was kotów jest Twoim ulubionym ?

W naszym stadzie nie mam jednego ulubionego kota. Wszystkie są przekochane, mają odrębne charaktery, każdy jest szczególny i związany z nami – jedne bardziej, inne mniej, są też takie, które wcale nie nawiązują kontaktu, ale żyją przy nas, lubiąc swój spokój i ciszę. Nie mam ulubionego kota, chyba zresztą obraziłyby się, gdybym takiego wybrała (śmiech).

Różaland – Schronisko dla koni wykupionych z transportów rzeźnych bądź od handlarzy. W Różalandzie przebywają również świnki, kozy, koty i psy rasy typu bull. Wszystkie zwierzęta żyją ze sobą w pełnej harmonii i akceptacji. Jako Stowarzyszenie pragniemy promować empatię i miłość oraz szacunek do zwierząt. Wspieraj Nas!

Wywiad przeprowadzony dla Magazynu Trzy Koty w 2019 roku.


Podobne artykuły