Rasy

Okiem Hodowcy: Maine Coon

Patrząc na maine coona widzę kota majestatycznego, godnego, kochanego, takiego dużego miśka o groźnym spojrzeniu i sercu na łapie.

Maine coony są łagodne i wyrozumiałe, aby je zdenerwować potrzeba sporego zaparcia ze strony „sprawcy”. One wolą się usunąć i pójść sobie w miejsce, gdzie nikt nie będzie im przeszkadzał. Lubią wysokości, szaleńcze gonitwy za piórkami, z wiekiem natomiast stają się coraz bardziej opanowane i spokojne. Dzięki swej upartości twardo dążą do celu, oczywiście w najsłodszy możliwy sposób, ze spojrzeniem: „ale o co chodzi, ja tak tylko na chwilkę!”.

Maine coon pozostawiony sam sobie, będzie nieszczęśliwy i wycofany, potrzebuje zainteresowania i bliskości człowieka.

Jest to kot półdługowłosy, wymagający od człowieka dbania o sierść. Trzeba go regularnie szczotkować (pomijając ogon – wyczesana sierść z ogona odrasta do 2 lat). Jego sierść potrafi się „tłuścić” – wtedy zazwyczaj wystarczy oprószyć pudrem kaolinowym newralgiczne miejsca, w niektórych wypadkach wykąpać. Już małego kociaka należy przyzwyczajać do czesania, strzyżenia i pielęgnacji, aby nie stał się on dużym, upartym kotkiem z problemami w tej dziedzinie, co znacznie utrudni codzienne życie.

Początki

Moją pierwszą kotką była Crielle du chat Chery Foch*PL o kolorze „niebieski szylkret klasycznie pręgowany z białym”. Uwierzcie, że nauka jej imienia i koloru zajęła mi dłużej niż mogłam się spodziewać. Dlatego też nauczyłam się najpierw kodu koloru: g 09 22 i tym się posługiwałam przy rejestracji kota, a imię zostało skrócone do Cri. Kotka była ideałem, a ja znając wcześniej tylko psy, wychowywałam ją niczym psa. Była bardzo posłuszna, mogłam z nią robić dosłownie wszystko – czesać, obcinać pazury – zaś u weterynarza pobieranie krwi czy inne badania przechodziła ze stoickim spokojem.

Moją mamę nauczyła aportowania. Tak! Kot – człowieka, bo aportowanie odbywało się tylko wtedy, kiedy to kotka chciała i sama ten sposób zabawy wymyśliła. Kompletnie niczego nie zniszczyła, nigdy nie wyciągnęła na mnie pazura i zachęciła mnie jeszcze bardziej do zapoznania się z rasą. Hodowcy widząc mój głód wiedzy na temat rasy i kotów zaproponowali, że mogą mi pokazać świat hodowców i wystaw. Zostali moimi mentorami, uczyli mnie wszystkiego, co wiedzą na temat rozrodu, żywienia, wystaw, pielęgnacji. Jeździłam z nimi i kotką na wystawy, gdzie stewardowałam, aby słuchać, co mówią sędziowie i nauczyć się wzorca rasy. Po dwóch latach intensywnej nauki postanowiłam, że otworzę swoją hodowlę. Cri z czasem stała się głównodowodzącą w stadzie, rządziła niepodzielnie i sprawiedliwie do czasu kastracji.

Trudne chwile

Niestety ale życie w hodowli nie jest tak radosne i puchate jak na zdjęciach. Zwierzęta mają swoją hierarchię, której człowiek też musi się trzymać, faworyzowanie jednego zwierzęcia często może skutkować niechęcią drugiego. Koty kastrowane potrafią być odrzucone w stadzie, a upadek z samej góry jest najbardziej bolesny. Cri z kotki rządzącej stała się wygnańcem, jej silny charakter jednak nie dopuszczał takiej myśli. Zaczęły się nagonki na nią, młode koty zapędzały ją w kąt i biły, często aż do krwi. Widok przerażenia w oczach, zaślinionego i zakrwawionego kota, którego okrążają trzy inne koty, naprawdę zapada w pamięć.

Jako, że Cri jest moim pierwszym kotem, który nauczył mnie dosłownie wszystkiego, nie umiałam jej ot tak oddać. Nie rozumiałam, jak tak można, swoje własne, ukochane zwierzę, po kilku miotach sprzedać, jako pohodowlane. Starałam się ją izolować, co tylko pogarszało sytuację.

W hodowli zdobywamy najcenniejsze doświadczenie w najtrudniejszy możliwy sposób – nie z książek czy webinarów, a z życia. Jednym z najgorszych doświadczeń była decyzja, że Cri nie może ze mną mieszkać. Pomimo, że zamieszkała w najlepszym domu na świecie, czyli z moją mamą, widuję i dbam o nią cały czas, to jednak pisząc te słowa mam łzy w oczach. Za każdym razem kastrując kota mam nadzieję, że jednak zostanie on ze mną, że odnajdzie się w stadzie.

Ból, jaki czuje hodowca, kiedy oddaje swoje dorosłe zwierzę, jest nie do opisania. Jeśli się już na to decyduję, szukam wspaniałego domu (bo w końcu musi mieć lepiej niż u mnie!), stawiam też twarde warunki: konieczne badania i dożywotni kontakt.

Badania i zdrowie

Minęło już kilka lat, wiele wystaw za mną. To, czego nauczyłam się przede wszystkim, to że bezkompromisowe wykonywanie badań oraz słynne badania genetyczne, które bardzo często są wyznacznikiem „zdrowotności”, okazało się tylko wierzchołkiem góry lodowej. Maine coony są jedną z popularniejszych ras, a przez to pojawia się coraz więcej hodowli. Od razu zaznaczę, że nie istnieje obowiązek wykonywania badań. W niektórych klubach, istnieje tabela chorób genetycznych spotykanych rasie – u maine coonów jest to HCM.

Zacznijmy od teoretycznego początku, kiedy do mojej hodowli przybywa nowy kociak. Od pierwszego dnia, do ostatniego pozytywnego wyniku badania, przebywa on na kwarantannie w mojej sypialni, zachowuję wszelkie środki higieny, aby nic niechcianego się nie przeniosło.

Najważniejszą zasadą jest: lepiej leczyć jednego kota niż całe stado. Dlatego też pierwszego/drugiego dnia w moim domu robiony jest wymaz pod PCR oddechowy – jest to badanie, które sprawdza wirusy oraz badanie kału PCR pod kątem pasożytów. Badanie pod kątem felv/fiv. Jeśłi jest wynik pozytywny to leczymy i dalej badamy, aż wyjdzie negatywny – wtedy powoli zapoznajemy ze stadem. Kolejny krok to pakiet badań genetycznych na HCM (kardiomiopatia mięśnia sercowego), SMA (rdzeniowy zanik mięśni) i PK-def (niedobór kinazy pirogronianowej), pożądane wyniki (do takich też się dąży) to n/n czyli negatywny/negatywny, co oznacza, że kot nie jest nosicielem ani nie jest chory. Czasami zdarza się np. n/HCM i wynik ten nie dyskwalifikuje takiego kota z hodowli, ale warunkuje, że można łączyć go tylko z kotem n/n. Hodowcy robią badania kociakom, które idą do dalszej hodowli i zostawiają już tylko n/n.

Gdy kot skończy roczek wykonuję badania usg pod kątem HCM i PKD oraz prześwietlenie kota, aby wykluczyć załomki czy zrosty na kręgosłupie, dysplazję stawów (HD) oraz zwichnięcie rzepki (PL). Dodatkowo w stadzie raz w roku morfologia, wymazy, badanie kału (2 razy w roku), badanie moczu, felv i fiv, usg – profilaktycznie. Pomimo tak wielu badań wszystko może się zdarzyć, negatywne wyniki nie dają 100% gwarancji zdrowia.

Nasza hodowla

Nasze kociaki są członkami rodziny, mają kontakt z psami, z gośćmi, w przyszłości będą wychodziły na specjalnie zabezpieczony dla nich ogród. Najlepszym przykładem „chuchania i dmuchania” na kociaki jest moment, gdy maluch decyduje, że czas na nowe doświadczenie, podchodzi do naszej śpiącej suczki i zaczyna lizać jej poduszki łap… To tyle na temat kontrolowanych zasad czystości 😉

Pierwsze 5-6 tygodni kociaki spędzają z nami w sypialni, gdzie mają swój bezpieczny kąt. To od kotki zależy czy sypialnia jest otwarta czy zamknięta. Niektóre mamy denerwują się, gdy wokół krążą inne zwierzęta, zaś inne zupełnie nic sobie z odwiedzin nie robią. Cały nasz świat jest dostosowany do życia i bezpieczeństwa naszych zwierząt. Starsze kociaki rozchodzą się po całym domu i opanowują naszą przestrzeń całkowicie. W hodowli zaszczepiamy je dwukrotnie i dwukrotnie odrobaczamy.

Przed wyjazdem do nowych domów są kastrowane. Otrzymują od nas kawałek swojego świata w postaci wyprawki. Drapak sizalowy i kartonowy, mnóstwo zabawek, wędki, smaczki, 3 różne karmy suche, puszki, kocyk, poduchę do transportera, grzebień metalowy, „śmierdziucha” i wszystko to, co aktualnie chciałam dać. Nasze koty jedzą 3 różne karmy suche, puszki i mieszankę mięsną. Nie jestem zwolenniczką narzucania sposobu żywienia, wolę otwartą rozmowę i zaufanie. Przyszli opiekunowie, którzy odbierają od nas kociaka, otrzymują „instrukcję obsługi kota”, w której znajdą m.in. informacje na temat każdego sposobu żywienia czy sposobu zmiany karmy. Jesteśmy otwarci i chętni do pomocy na każdym obszarze. Dlatego też koty od nas muszą być przygotowane i nauczone jeść każdy rodzaj karmy.

Wybór rzeczy, mebli, jedzenia, żwirku to był długotrwały proces. Każda rzecz, której używamy w domu, przeszła wojskowe próby w terenie, selekcja była okrutna. Zostali sami zwycięzcy, których polecamy i używamy. Oddając kociaka, dajemy nasz czas, miłość i doświadczenie, bardzo ważne jest dla nas, jak się chowa, jak jego zdrowie. Dlatego tak ważny jest kontakt z kupującym, relacja nie kończy się na podpisaniu umowy.

Autorka: Ewa Kondraciuk

Zobacz stronę hodowli „Iskierka”:

na facebooku

instagramie

youtubie

tiktoku



Podobne artykuły