Zachowanie

Przysmaki dla kotów – dlaczego i do czego warto ich używać?

Przysmaki kojarzą nam się przede wszystkim z mniej lub bardziej bezkarnym podjadaniem pomiędzy posiłkami. To takie przekąski, które poprawiają nastrój i stanowią ciekawe urozmaicenie standardowej diety. U kotów jest podobnie – wiele zwierząt uznaje otrzymywanie smaczków po prostu za pyszny dodatkowy „mini-posiłek”. Tymczasem możemy je wykorzystać bardzo konstruktywnie: przy oswajaniu, pracy behawioralnej czy treningu.

O co chodzi z przysmakami?

Przysmaki (lub też „smaczki” jak wolą nazywać je niektórzy opiekunowie) to małe kawałeczki pokarmu, zazwyczaj o atrakcyjnym dla zwierzaka aromacie, smaku i konsystencji, które szybko i sprawnie można podawać kotu z ręki, umieszczać w zabawkach lub wykorzystywać do odgrywania sceny „pogoni za ofiarą”. Na rynku mamy dostępną ogromną liczbę tych produktów, w różnych rozmiarach, konsystencjach, ale co najważniejsze – o rozmaitych składach. Biorąc pod uwagę fakt, iż kot jest obligatoryjnym mięsożercą i surojadek, warto wybierać dla niego produkty, które w 100% składają się z mięsa (najlepiej suszonego lub liofilizowanego), są pozbawione udziału składników roślinnych, mlecznych i tłuszczy zwierzęcych, a także nie zawierają sztucznych aromatów, barwników czy konserwantów.

Rola przysmaku w pracy behawioralnej jest bardzo prosta – to wymierna nagroda, którą zwierzak otrzymuje za konkretne zachowanie lub działanie. A czasami za… brak jakiegoś zachowania (np. za nie drapanie drzwi), jeśli właśnie taką reakcję chcemy utrwalić i wzmocnić. Wszystko to bazuje na tzw. prawie efektu, sformułowanym przez badaczy zwierzęcych zachowań w XX wieku. Gdy zrozumie się, na czym polega to prawo i związane z nim mechanizmy, jasne stanie się dlaczego podawanie przysmaków potrafi być tak brzemienne w skutkach.  

Warunkowanie instrumentalne i prawo efektu

Za pracę na tych polach odpowiadają dwaj naukowcy: B. F. Skinner i E. Thorndike. Mechanizm warunkowania instrumentalnego opisał profesor Skinner, obserwując reakcje zwierząt na pozytywne lub negatywne elementy pojawiające się w ich otoczeniu. Na podstawie tych reakcji ustalił, iż zwierzęta potrafią nauczyć się konsekwencji wynikających z rozmaitych działań. Dzięki takiej bazie wytwarza się skojarzenie pomiędzy bodźcem a reakcją – z tego wypływają wnioski, jak należy się zachowywać, by w efekcie uzyskać karę lub nagrodę (a więc efekt dla siebie przykry bądź korzystny). 

I w tym miejscu istotne są dla nas wnioski sformułowane przez drugiego badacza – Thorndike’a – z jego „prawem efektu”, które mówi: zachowanie, które w danej sytuacji wywoła uczucie zadowolenia (wywołane nagrodą), zostanie skojarzone z tą sytuacją, dzięki czemu szanse na powtórkę tego samego zachowania w podobnych warunkach rosną w oczekiwaniu na kolejne uczucie zadowolenia (a więc na kolejną nagrodę). Z tego z kolei wynika bardzo prosty wniosek, który brzmi: w treningu i modelowaniu zachowań nagroda jest skuteczniejsza niż kara, ponieważ zwierzę dąży do jej otrzymania z własnej woli, opartej na solidnej, wewnętrznej motywacji. Zachowanie, o które nam chodzi, a które będziemy nagradzać, zostaje zatem wzmocnione, a jego częstotliwość występowania wzrośnie.

Jak to się ma do kotów?

Chciałoby się odpowiedzieć – wprost! Nie jest prawdą, że koty są zwierzętami odpornymi na szkolenie czy też niechętnymi do nauki. Oczywiście pewne predyspozycje mają charakter osobniczy i nie każdy kot będzie zainteresowany każdym rodzajem aktywności, jednak generalnie są to zwierzaki bardzo podatne na pracę z przewodnikiem. 

Aby trening z kotem był udany, należy pilnować szeregu zasad (pora treningu, długość trwania sesji, rodzaj prezentowanych zadań, ich odpowiednia zmienność i stopień trudności), ale co do zasady koty dobrze pracują zarówno na komendach głosowych, jak i wizualnych.

Zawsze jednak musi to być trening pozytywny. Nie tylko dlatego, że to jedyna dobra forma pracy, nieprowadząca do uszczerbku na psychice zwierzaka, ale także dlatego, że kota z zasady nie da się do niczego efektywnie zmusić, a próby karania go za złe zachowanie przyniosą najczęściej efekt dokładnie odwrotny od zamierzonego. Koty to zwierzęta, które mają ogromną potrzebę kontrolowania sytuacji, w której się znajdują. Metoda treningu pozytywnego pozwala im na podejmowanie decyzji pomiędzy: „robię to, czego ode mnie chcą i dostaję nagrodę-przysmak” albo „nie robię nic, ale nie mam nagrody-przysmaku”. Wybór należy do kota, nam pozostaje się z nim pogodzić. 

Przysmaki jako element urozmaicenia środowiskowego

Kocie przysmaki mogą być wykorzystywane także w pracy węchowej, bądź też w imitacji polowania. Do tych pierwszych działań zdecydowanie lepsze są smaczki o niewielkich rozmiarach i intensywnym zapachu (np. niewielkie kawałki suszonej ryby). Umieszczenie ich we wnętrzu zabawki edukacyjnej, rolki z otworami czy maty węchowej jest dla kota silnie stymulujące, powodując jednocześnie uruchomienie analitycznej oceny sytuacji. Aby uzyskać nagrodę, kot musi najpierw pokonać pewien rodzaj bariery czy trudności, odpowiadając sobie na pytanie: „co muszę zrobić, aby dobrać się do mojego pachnącego przysmaku?”. Zazwyczaj, prócz nosa, musi też użyć do tego łap lub pyszczka, a skoordynowanie tych działań to nie lada wysiłek dla mózgu (od dawna wiadomo, że praca węchowa męczy bardziej niż fizyczny ruch). Jest to też działanie, które należy wykonywać stacjonarnie i w skupieniu, co z kolei pomaga w kontrolowaniu emocji. A wszystko po to, by w efekcie dorwać się do tej małej, pachnącej kosteczki mięsa. 

Zupełnie inną rolę pełnią przysmaki w formie gryzaków (np. długie paski suszonego mięsa lub suszone w całości uszy królicze). Tutaj możemy wejść ze zwierzakiem w interakcję, jeśli np. przywiążemy taki przysmak do wędki i zainicjujemy zabawę w polowanie. Oczywiście bardzo ważne jest to, by zostawić kota z jego złapaną „ofiarą”, gdy już uda mu się ją dogonić i pochwycić. Zwierzak ma wtedy prawo zarówno się nią pobawić, jak i wynieść do bezpiecznej kryjówki i tam oddać się konsumpcji. Oba te zachowania są w pełni naturalne i zgodne z kocim etogramem. 

Wiele kotów lubi też aportowanie dużych, suszonych przysmaków. Warto podjąć tę zabawę, bo to łatwy i skuteczny sposób na zapewnienie kotu dodatkowej porcji ruchu w naszych „czterech ścianach”. Zresztą sam mechanizm pogoni ofiary to jeden z elementów łańcucha łowieckiego, a więc cyklu zachowań towarzyszących kociemu polowaniu. Koty, pomimo iż wykazują wyraźne zachowania związane z syndromem domestykacji, nadal pozostają gatunkiem bez skróconego łańcucha łowieckiego, a to oznacza, że w ich naturze leży ściganie, zabijanie i zjadanie swoich ofiar. To ich wewnętrzna potrzeba, napędzana instynktem. Lepiej więc, by kot realizował ją na suszonym króliczym uchu czy pasku wołowiny, niż na naszych stopach lub dłoniach.

Budowanie relacji z człowiekiem

Przysmaki mogą nam posłużyć do jeszcze jednej rzeczy – budowania zaufania kota do człowieka. W tym przypadku idealnie działa zasada „przez żołądek do serca”, w ramach której człowiek staje się dystrybutorem pięknie pachnących i przepysznych przekąsek, a kot, aby je uzyskać, musi powolutku skracać dystans, który dzieli go od opiekuna. W ten sposób coraz bliższe obcowanie z człowiekiem, prowadzi do coraz większych korzyści, a sam opiekun przestaje być tak przerażający, bo zostaje skojarzony z uczuciem przyjemności.

Cała ta technika bazuje na działaniu zwanym „odwrażliwianiem” – kot, który początkowo boi się człowieka i unika kontaktu, dzięki motywacji w formie przysmaków, sam upewnia się, że zagrożenie nie jest tak wielkie, więc można zachowywać się swobodniej i pewniej w towarzystwie człowieka. Jest to dość powolna praca, która musi przebiegać z zachowaniem jak najwyższego poczucia bezpieczeństwa, jednak jej efekty mogą być bardzo pozytywne. Warto do niej wykorzystać nie tylko suszone mięso, ale też pasty czy „rosołki”, które zwierzak może zlizywać z ludzkiej dłoni, jednocześnie zapoznając się z naszym zapachem z bliska.

Podsumowanie

Przysmaki mają wiele różnych zastosowań w kocim świecie. Ważne jest, by wybierać produkty możliwie zdrowe i o dobrym składzie, ale też lubiane przez zwierzę. Większość przysmaków jest raczej niskokaloryczna, jednak w przypadku pracy z kotami na diecie redukcyjnej warto przeliczyć ich kaloryczność i uwzględnić ją w ewentualnej dobowej dawce pokarmowej. Z kolei w przypadku kotów alergicznych należy uważać, by poprzez dokarmianie smaczkami nie wprowadzać do organizmu białka, które może stanowić źródło reakcji alergicznej. Podstawowa zasad brzmi więc: rozsądnie i zdrowo. 


Behawiorystka Małgorzata Biegańska-Hendryk
technik weterynarii, dyplomowana behawiorystka zwierząt towarzyszących i zoodietetyczka kotów. Właścicielka marki kocibehawioryzm.pl, od lat pracująca nad poprawą relacji między kotami a ludźmi. Autorka książek i projektów edukacyjnych, twórczyni autorskiego kierunku studiów podyplomowych: "Behawiorystka zwierząt towarzyszących - koty". Prywatnie opiekunka 4 futer: Stefana, Buni, Kiwi i Opka.

Podobne artykuły